Kolejki na Sorz-e we Wrocławiu

13 maja 2016 20:24

Karetki przywożące pacjentów do szpitalnych oddziałów ratunkowych czekają po kilka godzin, aż chorzy zostaną przyjęci.

W tym czasie ratownicy nie mogą udzielać pomocy innym potrzebującym. – Po 2-3 godziny na przyjęcie muszą czekać w karetkach nawet pacjenci z zawałem serca, ciężką niewydolnością serca czy zatorowością płucną – alarmuje Aleksander Sala, dyrektor prywatnego pogotowia ratunkowego NZOZ Sal-Med. Wysłał do dyrektorów szpitali przy ul. Kamieńskiego i Borowskiej oraz szpitali wojskowego i MSWiA we Wrocławiu pisma w tej sprawie. Oczekuje od nich zmian.

Wrocław ma do dyspozycji 37 zespołów ratownictwa medycznego z pogotowia ratunkowego, nie licząc prywatnych przewoźników medycznych. Mimo to na karetkę czeka się godzinami. A gdy w końcu przyjedzie, nieraz na pomoc jest już za późno. Dlaczego? Dlatego, że ratownicy medyczni muszą stać razem z chorymi w kolejkach do szpitalnych oddziałów ratunkowych. „Nawet 7-godzinne oczekiwanie na lekarza z oddziału urologii czy chirurgii naczyniowej sprawia, że niejednokrotnie stan pacjentów oczekujących na pomoc w holu szpitala ulega dramatycznemu pogorszeniu” – napisał Aleksander Sala, dyrektor prywatnego pogotowia ratunkowego Sal-Med do dyrektorów wrocławskich szpitali, w których działają SOR-y. Prosi ich o usprawnienie przyjmowania pacjentów do szpitala.

Jolanta Węgłowska, wicedyrektor ds. lecznictwa w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym przy ul. Kamieńskiego, mówi, że pismo jeszcze do niej nie dotarło. – Faktycznie, życzylibyśmy sobie wszyscy, żeby okresy oczekiwania na przyjęcie do szpitala były maksymalnie 30-minutowe, ale biorąc pod uwagę, że mamy we Wrocławiu cztery SOR-y, często nierównomiernie obciążone pracą, jest to absolutnie niemożliwe – mówi dr Węgłowska. – Personel jest nieliczny, specjalistów jest mało na dyżurze, więc jeśli któryś z nich jest zajęty przy zabiegu, nie może być równocześnie na SOR-ze. Nikt celowo nie każe pacjentowi czekać w karetce. Dodaje, że pogotowie wiozące kolejnego pacjenta do tego samego SOR-u powinno najpierw zapytać, czy SOR będzie mógł go przyjąć szybko. – Przecież jest komunikacja między karetkami a placówkami, do których wożą pacjentów – zauważa pani dyrektor. Prof. dr hab. Dorota Zyśko kieruje szpitalnym oddziałem ratunkowym w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym przy ul. Borowskiej. Tłumaczy, że o kolejności przyjęcia pacjenta do szpitala decyduje jego stan zdrowia, niezależnie od tego, czy został on przywieziony karetką, przyszedł sam, czy przywiózł go ktoś z rodziny. – Pacjentom w stanie zagrożenia życia udzielamy pomocy natychmiastowo – mówi prof. Zyśko. – Natomiast jeżeli pacjent nie wymaga pilnej pomocy, musi poczekać. W kolejce do SOR-u czekają też nieraz pacjenci przywiezieni z innych szpitali na konsultacje. Jeśli jednak specjaliści z klinik są zajęci, taki pacjent musi się uzbroić w cierpliwość. – Otaczamy takich pacjentów opieką, ale o ile nie wymagają pilnej pomocy, muszą poczekać na specjalistę, który udzieli im konsultacji – tłumaczy prof. Zyśko. Problem w tym, że w szpitalach, gdzie działają SOR-y, nie ma innych izb przyjęć, więc karetki wszystkich przywożą na oddział ratunkowy. – Robimy wszystko, by karetki nie czekały długo, bo są potrzebne gdzie indziej, ale nie możemy tego robić kosztem pacjentów, którzy są w cięższym stanie – twierdzi Dorota Zyśko. Co zatem należy zrobić, by skrócić kolejki do wrocławskich SOR-ów i zwolnić karetki? Prof. Juliusz Jakubaszko, były konsultant krajowy w dziedzinie ratownictwa medycznego, uważa, że recepta jest prosta. – Po pierwsze, we Wrocławiu powinno być więcej SOR-ów i każdy z nich powinien mieć jasno określony obszar zadaniowy. Oddziału ratunkowego brakuje w kompleksie klinik przy Chałubińskiego – wylicza prof. Jakubaszko. – Po drugie, na szpitalnych oddziałach ratunkowych powinno być więcej lekarzy i pielęgniarek. Po trzecie wreszcie, zmiany wymaga wewnętrzna organizacja szpitali na cywilizowaną. Pacjent przywożony na konsultacje nie powinien trafiać na SOR, ale bezpośrednio do poradni czy kliniki specjalistycznej. O skrócenie czasu przetrzymywania zespołów ratownictwa medycznego na podjazdach szpitalnych oddziałów ratunkowych apelował w styczniu wojewoda dolnośląski Paweł Hreniak. Pogotowie Ratunkowe we Wrocławiu prosił o możliwie równomierną dystrybucję zespołów na poszczególne SOR-y lub izby przyjęć. Zwrócił też uwagę, że przewóz pacjenta transportem międzyszpitalnym powinien być poprzedzony poinformowaniem lekarza dyżurnego szpitala, do którego pacjent jedzie. Na tę ostatnią okoliczność wskazuje też Wincenty Mazurec, dyrektor wrocławskiego Pogotowia Ratunkowego. W Poznaniu dziwią się, że Wrocław ma takie kłopoty. U nich jest inaczej. – Zespół przekazuje pacjenta szpitalowi i odjeżdża. Nie ma możliwości, by karetka czekała dłużej niż kilka czy kilkanaście minut – mówi Robert Judek z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Poznaniu.

źródło :www.gazetawroclawska.pl

sidebar

Patnerzy

Współpracujemy z